(5kB) Pewien spływ po rzece Obrze
zawsze tak dobijał do brze-
gu wśród dziczy,
że straż i leśniczy
niezbyt życzyli mu dobrze.

SPŁYW "Obra, Obra mat' radnaja 2000"
Właśnie powróciliśmy ze spływu. Było super! Nie było za gorąco, nie było zbyt sucho, było fajowo. Nawet mityczny Leśnik z mitycznym Kleszczem okazali się OK!

A oto lista dzielnych kajakarzy, czyli kto z kim:
KTO KI DJOBEŁ NA CZYM
Krzysio, Domi, Iga Druh Kondor z pisklętami Canada pachnąca szpachlówką
Ula, Cinek Ula, egzaminowany Hurrican Prion, Stary Lettman
Iza, Sopel Iza-iza i Sopel o kilku twarzach dwójka
Mańka, Jarek Mała Mi, Wielki Zaleś (przedstawiciele Środka) dwójka
*Kaśka, Christiane Nie całkiem swój człowiek, przedstawiciel rubieży zachodnich (Berlin-Erfurt) dwójka
Amber, Jurek Półpies-półczłowiek, Półczłowiek-półpies dwójka
Basia, Lalek Nanoludkolog, postłojant-geofizolog dwójka
*Piotrek, *Kamil Człowiek z buszu, Homo-zawziętus dwójka
*Włodek, *Michał Osuwiskolog-gitarolog, Człowiek Żel składak Jantar
* - Obóz Przeciwny (Bratni)
Do tego dołączali na rowerach Ziemek i Dorota z Wr. (dwa dni na początku i na Kapitański)
oraz Aśka i Zuzia czasem dojechali do Miedzyrzecza, gdzie chcieliśmy Obóz Przeciwny (Bratni) zatracić w MRU, ale wyszli cało (MRU - Miedzyrzecki Rejon Umocniony). Aśka i Zuzia balowały też na Kapitańskim.

pomost startowy :)Rozpoczęliśmy w Zbąszyniu na plaży miejskiej, gdzie jest idealne miejsce do ropoczęcia spływu na Obrze. Można tam wypożyczyć kajaki u pana Mieczysława Wachowskiego tel. 068 3869215, spać też tam można na polu namiotowym i zamówić transport powrotny na kajaki. "Namiar" na p. Wachowskiego wziąłem ze strony Stara z opisu Obry Tomka Pankowskiego. Potwierdzam aktualność i solidność "namiaru".
Kanadyjkę na której płynąłem wypożyczyłem po wielu kłopotach w ośrodku Irena nad jeziorem Niesulickim w Niesulicach i te ok. 40 km musialem przewieźć na dachu. A że była to ogromna chojnicka kanada to zasłaniała rogami pole widzenia itd.

Przestrzegam przed próbą wypożyczenia kanadyjki na jeziorze Sławskim w Radzyniu, skąd teoretycznie można rozpocząć spływ. Są to dosyć niestabilne łódki, ale grunt to cena najpierw 60 zł za dobę, po pertraktacji szefowa spóściła do 30 zł za dobę + 1000 zł kaucji!!! Niech se sama pływa za te cenę.

Tak, wiec wyruszyliśmy ze Zbąszynia w sobotę 8 lipca około 14.00. Na początku płynie się na południe po jeziorze Zbąszyńskim, by po ok 30 minutach skręcić z jeziora na wschód w Obrę. Tam za około 5 min spotkamy przenioskę (jedyną na naszym szlaku). I znowu po przeniosce rzeka wiedzie nas na północ, i znowu wpłyniemy do Zbąszynia. Warto uświadomić spływowiczów, że połowa tego etapu rozgrywa się w Zbąszyniu, co z pewnością pozwoli uniknąć denerwujących pytań "Komandor, a jaka to miejscowość?" i nie mniej denerwujących komentarzy "co, znowu Zbąszyń..." Na ostatnim moście w Zbąszyniu, jeszcze czekała na nas Aska, która nie od razu pojechała do Zielonej Góry, tylko chciała nam pomachać na pożegnanie. No i na szczęście, bo jeden z kajaków okazał się dziurawy, wiec wzięliśmy go na dach samochodu i przewieźli te 2km na plaże i wymieniliśmy go na inny, tym razem OK. Na tymże moście spotkaliśmy również Dorotę i Ziemka, którzy towarzyszyli nam do Wędromierza na rowerach. Pierwszy nocleg mieliśmy na jeziorze Lutol tuż po wpłynięciu na prawym brzegu.

Następny etap wiódł za Trzciel na jezioro Rybojadło i dalej dostaliśmy się burłacząc ok pół km na piękne jezioro Wędromierz. Biwak na lewym brzegu. Wędromierz jest b. czystym jeziorem i zostaliśmy tam trzeciego dnia. Na Wędromierzu stoczyliśmy bitwy kajakowe na jedynkach i pokleiliśmy cieknące łódki (głównie moja kanadyjkę, poznaliśmy też spływ z którym zaprzyjaźniliśmy się, dalej nazywany Spływem Zaprzyjaźnionym (nie mylić z obozem Przciwnym (Bratnim)).

Czwarty dzień to etap rzeczny. Obserwujemy jak Obra się oczyszcza z glonów i wzbogace swoją szatę roślinną. Śpimy na lewym brzegu na dzikim biwaku, jakieś 2 km przed Zółwinem.

Piąty dzień - w Międzyrzeczu czeka na nas Aśka, robimy zakupy a Obóz Przeciwny (Bratni)oraz Christiane i Alka z Basią wysyłamy na zapoznanie się z Międzyrzeckim Rejonem Umocnionym do Kaławy. My jednak nie czekając na nich połynęliśmy dalej, bo siąpiło i już było późnawo. Dygania było jeszcze sporo, aż zatrzymaliśmy się na płatnym biwaku przed Gorzycą. Warto się tam zatrzymać bo tam można wziąć ciepłą kąpiel, ach! Obóz Przeciwny (Bratni) przypłynął dopiero po ciemku, bo coś im się tam ze składakiem działo, ale zastali już rozpalone ognisko, dostali zaraz herbatkę i kanapki , a potem zaczęli grzać te swoje zupki wietnamskie na butli gazowej, bleee.

(32kB) Następnego szóstego dnia popłynęliśmy dalej Obrą, by na sztucznym jeziorze skręcić w lewo i wpłynąć na rzeczkę Jeziorną. Jeziorna to wogóle jest hitem spływu - rzeka która jest tak czysta, że na dwa metru widać dno. Na początku Jeziornej trzeba się kierować w lewo, a nie w prawo, chociaż tam wygłąda lepiej. Nic z tego lewiej trzeba po zarośnietym, tam znajdziesz kontynuację. Jeziorną wpłynęliśmy na jezioro Chycińskie, piękne o niezwykłej czystości. Znaleźliśmy niekrępujący dziki biwaczek zaraz po lewej od wypływu Jeziornej. Jak się okazało 150 metrów dalej był regularny znakowany biwak, na którym rozbił się był nasz Zaprzyjaźniony Spływ. Spływ Zaprzyjaźniony charakteryzował się pięknymi głosami i Lilką, która umiała grać na gitarze wszystko(!) Tak więc czas nam płynął miło na ogniseczku gotowaliśmy posiłki, Lilka grała, Celinka i Jurek z naszą pożal się Boże pomocą spiewali i byłoby jak w raju gdyby nie pojawił się Leśnik.

Sposoby postępowania z Leśnikiem mamy wypróbowane, ale zawsze to nie jest przyjemne spotkanie. Leśnik zazwyczaj przyjeżdza małym fiatem, wysiada i pyta kto jest odpowiedzialny. W tedy nie wolno milczeć bo to go rozsierdza, tylko rzeczowo wskazać namiot Komandora. Broń Boże rozpoczynać dyskusję. Powinien minąć pewien czas zanim Komandor się pojawi, bo wtedy złość z Leśnika uchodzi. Po tym czasie Komandor może wyjść z ukrycia i się przedstawić. W tedy Leśnik mówi za co się ma kolegium i ile to sie płaci (głównie chodzi o ognisko i biwakowanie na dziko). Oczywiście się na to przystaje, ale jakby mimochodem trzeba zauważyć, że strasznie tu było brudno, butelki itd, a myśmy to wszystko posprzątali i teraz jest czysto i ładnie. I powoli Leśnik mięknie, bo było brudno na jego terenie...hmm. Rezygnuje, zazwyczaj na tym etapie z kolegium, i każe się nam wynosić na płatny biwak.Oczywiście przystajemy i na to, bo to dużo taniej niż kolegium, ale jakby mimochodem zauważamy, za dużo nas jest i z dziećmi, a poza tym jutro o 10 już tu śladu po nas nie będzie... Udobruchany Leśnik kasuje nas jak za pobyt na polu namiotowym, które często prowadzi jego żona i odjeżdża maluchem w zieloność lasu, a my możemy przstąpić do Kapitańskiego, ech!

Leśnik pojechał a nasze ognisko i namioty i śpiwory i inne rzeczy, które powinny być względnie suche na spływie zalała ulewa. Burza była. Po burzy nieśmiało rozpaliłem ogień na nowo i jakoś przygotowaliśmy się do Kapitańskiego, no bo kto by spał w mokrych śpiworach.

Pozdrawiam wszystkich uczestników spływu z Obozem Przeciwnym (Bratnim) i Spływem Zaprzyjaźnionym, Ziemka i Dorotę. Gdyby ktoś miał jakieś konstruktywne przemyślenia to chętnie zamieszcze na stronie Obry. Zdjęcia mile widziane.

Wasz Komandor vel Druh Kondor vel Komar

PS. Dziekujemy w/wspomnianemu Leśnikowi za łagodny wymiar kary i licznym Kleszczom za zdecydowane przyłączenie się do spływu.

powrót do strony kajakowej